Obóz koncentracji - Thomas M. Disch
Niedawno wydano w Polsce książkę, napisaną w 1968 roku, pt. Obóz koncentracji. Książkę nad wyraz niesamowitą w formie jak i w treści.
Jestem zachwycony lekturą powieści, na której mimo upływu czasu nie widać zęba czasu. To najwyraźniej zaleta wielkich umysłów, aby pisać uniwersalnie, nie wkraczając w zbytnie opisy techniczne świata. A jednocześnie dotykać sedna, zawierać istotną treść. I tak obóz koncentracji jest powieścią wielowymiarową, niejednoznaczną. Autor zwraca się w niej już samego założenia do inteligentnego czytelnika, zarzucając go cytatami z dzieł popularnych jak i kultury wysokiej. Można czasem mieć wrażenie, że powieść jest przeintelektualizowana, gdy ilość odniesień do poezji czy dzieł filozoficznych zagęszcza się na stronach i podawana jest jednym tchem. Są strony, które musiałem przeczytać więcej niż raz, bo nagle poczułem się zagubiony w tym gąszczu myśli ezoterycznych. A Disch na następnej stronie znów zarzucał mnie kolejną dawką przemyśleń lub nawiązań. Bez dwóch zdań – autor jest wyśmienitym erudytą. Nic dziwnego, że został uznany za jednego z najważniejszych przedstawicieli Nowej Fali w światowej fantastyce lat 60-70tych XX wieku.
Stephen King – Ręka Mistrza (Duma Key)
Umarł król, niech żyje król! Oto powrócił w glorii chwały mistrz horroru i uderzył z siłą tornada. King i jego Duma Key – w polskim tłumaczeniu: Ręka Mistrza. Ponad 600 stronicowa powieść grozy sprawia, że czytelnik nie może się oderwać od opowieści. Nie sposób przestać. Nie sposób zrobić przerwy. Ręka mistrza wciąga jak bagno, przyciąga jak magnes…
Oczywiście trzeba lubić Kinga, tego starego. Dobrego. Inaczej nieśpiesznie rozwijająca się opowieść może trochę znużyć. Mnie to ominęło. Przez ponad 2/3 książki napięcie bardzo spokojnie, acz ciągle narasta. King oprowadza nas po stworzonym świecie, opowiada losy człowieka, który umarł i teraz narodził się ponownie. Zmarł inżynier, narodził się artysta. Poturbowany przez życie człowiek, na przekór losowi, odzyskuje siły, zdrowie a do tego zaczyna z niesamowitą pasją tworzyć najpierw szkice, następnie obrazy. Niczym rasowy artysta, spadkobierca Dali, w szale tworzenia utrwala niesamowite obrazy. Obrazy, w których fikcja zaczyna mieszać się z rzeczywistością. A może ich autor popada w szaleństwo?
Epifania wikarego Trzaski - Szczepan Twardoch
Epifania wikarego Trzaski to niesamowita książka. Jej niesamowitość bierze się z wielkiego nagromadzenia szczegółów, wyśmienitego klimatu i ciekawej fabuły w małej objętości. Jednocześnie nie jest to powieść akcji, a tylko powolnie snująca się pewna historia. Historia niesamowita, ocierająca się o horror – bo na pewno wielu z czytelników uzna ją za przerażająca.
W istocie – historia jest przerażająca, ale w sposób mistyczny. Wręcz niespotykany w polskiej literaturze, zalewanej obecnie wszelaką formą fantasy lub fantastyki byle jakiej. I właśnie – ciężko dziś jednoznacznie powiedzieć, czy rozmowy z Bogiem lub Szatanem to fantastyka czy realizm nieateistyczny? Takie pytanie stawia nad tą powieścią Jacek Dukaj. Czytelnikowi pozostaje wewnętrzna odpowiedź.
Moja Afryka - Kinga Choszcz
OSTATNIA PODRÓŻ PRZEZ
BEZKRESNĄ KRAINĘ ŻYCIA I ŚMIERCI
Bardzo trudno było mi się zabrać do opisania tej książki. W grę wchodziły zbyt duże emocje. Musiałem przeczekać, wyciszyć, uspokoić. „Moja Afryka” na pewno zachwyci, zaskoczy i poruszy czytelnika. Być może nawet do łez…
Sięgając po książkę „Moja Afryka” Kingi Choszcz oczekiwałem wiele i równie wiele dostałem. Bo to bajeczna wręcz podróż autostopem po współczesnej Afryce. Afryce gorącej, rozpalonej zimowym słońcem. Afryce tętniącej życiem, nawet tam, gdzie człowiek by się go nie spodziewał. Afryce oferującej nieprzebraną ilość zapachów, smaków, kolorów. I przygód. Czytając odkrywałem ponownie ten ciemny ląd, niczym Staś podróżujący u boku Nell. Bo czytać „Moją afrykę” to jak iść przez pustynne drogi mając za przewodnika niezwykłą osobę – Kingę. Osobę, która opowiada, dziwi się, zachwyca, pokazuje i zwraca uwagę na drobne detale, niewidoczne z klimatyzowanej terenówki czy zasłonięte dla oczu turysty mieszkającego w hoteliku gdzieś na wybrzeżu przy wielkim mieście. Oto Afryka pokazana tak, jak podróż przez małe wioski i miasteczka Polski. Bez wielkomiejskiego szumu, bez blichtru sławy, błysku reporterskich fleszy. Ciekawie, z humorem.
David Peace - Nineteen seventy-four (1999)
Czy ma jakiś sens kończenie lektury cyklu powieściowego pierwszym tomem owego cyklu? W sumie chyba tak, szczególnie biorąc pod uwagę, że nie ma się innego wyjścia (bo przeczytać trzeba), a za to ma się świadomość że i tak można znów sięgnąć po kolejne części, nieprawdaż?
Tak właśnie jest ze mną w przypadku cyklu Davida Peace’a. Cóż, przeczytanie pierwszego tomu rozjaśniło mi kilka niejasności z tomów późniejszych. Co prawda niezbyt wiele, ale zawsze coś. Teraz dokładnie wiem jak to się wszystko zaczęło. Bardzo dokładnie. Z wieloma szczegółami. I mam coraz większą ochotę by powrócić znów do kolejnych tomów.
Otóż już na pocztąku lat 70-tych na terenie Yorkshire zaczęły ginąć dziewczynki. Małe dziewczynki. Ed Dunford - świeżo upieczony korespondent spraw kryminalnych - po kolejnym zaginięciu zostaje skierowany przez swoją gazetę (ten sam co później ‘Evening post’) do śledzenia tego tematu, węszenia po dziennikarsku. Mimo iż Ed jest swój - tzn. pochodzi z tych okolic - to jednak nie było go tu przez jakiś czas i niezbyt się orientuje w takim miejscowym ‘who is who’ i w miejscowych realiach.
David Peace - Nineteen eighty (2001)
I okazało się (czyt. odkryłem Amerykę), że jest cała seria, a nie tylko jedna książka (patrz: wrażenia po przeczytaniu Nineteen seventy-seven). I że przed wydarzeniami ‘77 roku stało się dość sporo w ‘74, a po ‘77, wiele stało się również w ‘80…
W ‘Nineteen eighty’ prostytutki ciągle giną. Lista ofiar wzrosła do trzynastu. Policja jest bezradna. Morderca ciągle pozostaje na wolności. Homocide office montuje specjalna ekipę ’super mózgów’, która ma dokonać rewizji całego śledztwa i pomóc w odnalezieniu sprawcy bestialskich mordów. Wszystko na kilka dni przed świętami bożego narodzenia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego roku. Jak się okaże - niekoniecznie białymi świętami.
Peter Hunter zostaje szefem i kompletuje grupę. śledzimy podobną historię jak w poprzedniej książce, tym razem może trochę mniej mroczniejszą i zagadkowa (a może to efekt przeczytania poprzedniej części i pewnego przyzwyczajenia się do autora, klimatu i brutalności).
David Peace - Nineteen seventy-seven (2000)
Pierwsze pytanie: czy wyobrażacie sobie coś mroczniejszego i bardziej zakręconego w warstwie wizualnej niz film ‘Siedem’?
Pytanie drugie: czy potraficie sobie jeszcze do tego wyobrazić, ze może to być książka?
David Peace jakoś właśnie tego dokonał. Napisał książkę, przy której połączenie ‘Siedem’, ‘Milczenia owiec’ i ‘Zlego porucznika’ to tylko bajka dla dzieci. ‘Nineteen seventy-seven’ to bardzo mroczne, zakręcone i mocne dzieło. Książka, której się szybko nie zapomina (bo to po prostu niemożliwe).
Jest mocno i to już od początku.
W okolicach Leeds giną prostytutki. Są brutalnie mordowane. bardzo brutalnie. Kolejna fala mordów, która powraca w roku 1977, w roku srebrnego jubileuszu królowej. Są naciski z góry, by znaleźć sprawce. Śledztwo zaś prowadzi donikąd. Okazuje się, że chyba nikt nie ma czystych rak. Każdy w tej powieści ma coś na sumieniu. Depresyjne i posępne Leeds 1977 roku jest pełne brudu, przemocy i niepewności. Lato, w czasie którego dla niektórych słonce wcale nie świeci…
(więcej…)
Irek Grin - Pamiętnik diabła (2002)
Książka dość mikra objętościowo. Niepozorna. Przy okazji jednak bardzo niepokojąca. Kambodża, Korea, Wietnam, Peru, brzeg Jordanu – tak oto skaczemy sobie z autorem. Wojska dowolnego puczu, afrykańscy kacykowie, Czerwoni Khmerzy, byli faszyści, bojownicy Świetlistego Szlaku i inni podobni. Cała śmietanka światowego terroryzmu plus główni sprawcy ciągłych wojen.
Asystent znanego i uznanego fotoreportera, niejakiego Fichmanna, który przez wszystkie lata swej pracy był przez niego niezbyt ceniony, a jedynie pomiatany, zaczyna czytać pamiętniki swego szefa już po śmierci owego. Czytając, zaczyna odkrywać całą tajemnice sukcesów zdjęć tamtego. Cała misja Fichmanna, polegająca na ukazania światu krzywd innych ludzi, jawi mu się wówczas olbrzymią mistyfikacją. Mistyfikacją tworzoną na zamówienie.
Adam Wiśniewski-Snerg – Trzecia cywilizacja (2004)
Jak dziki ptak rzuciłem się kiedyś na ową TRZECIĄ CYWILIZACJĘ, jak tylko zobaczyłem ją wśród wielu innych na stoisku z tanią książką. Nazwisko autora plus cena (wtedy ok. 7 zeta) to właśnie mnie tak zdopingowało i skusiło. Wziąłem w ciemno i od razu po powrocie do domu zabrałem się za lekturę…
…a wtedy mój dobry humor ze strony na stronę stawał się nie tak dobry.
Kim był Snerg nikomu interesującemu się tematem chyba nie trzeba tłumaczyć. Autor za życia jednak nie wydał zbyt wiele, ale od czego są tacy co to udostępnią po-autorską spuściznę, zapotrzebowanie wszakże jest. TRZECIA CYWILIZACJA to jedna z takich właśnie powieści wydanych pośmiertnie (to wydanie Książki i Wiedzy jest już nawet drugim).
Postawmy więc pytanie: czy jest to nieudana powieść?
Rafał A. Ziemkiewicz - Pieprzony los kataryniarza (1995)
Wydawnictwo MT zajaśniało na naszym rynku niczym jakaś kometa. Rozpoczęli wydawanie dwóch serii – czasopism - książek. Pierwsza to SUPER FANTASTYKA POWIEŚĆ (zaledwie 2 numery), druga to KLASYKA FANTASTYKI (tutaj bodajże 4 tytuły). Chyba niezbyt się to dobrze sprzedawało, lub też sam pomysł niezbyt trafił w gusta nasze czytelnicze, bo książki Asimova, Silverberga, Clarke’a oraz jedynego w tym towarzystwie Polaka - Ziemkiewicza zalegały stoiska z tanią książką.
Dlaczego trafiło tutaj akurat na Ziemkiewicza? Pewnikiem osoba redaktora serii nie była tu bez znaczenia (Paweł Ziemkiewicz). Przyznaję jednak, że jest to moje pierwsze spotkanie z PIEPRZONYM LOSEM KATARYNIARZA. Książki, o której słyszałem swego czasu same dobre recenzje, a przynajmniej jako taka utkwiła w mej pamięci. Dopisek pod tytułem tego wydania brzmi ‘tekst przejrzany i zmieniony przez autora’. Otrzymujemy więc wersję 2003. I jak tu sobie odpuścić?
A jednak?
John Wyndham - Dzień tryfidów (The day of the triffids, 1951)
Post-apokaliptyczne wizje przyszłości to coś co już na stałe zagnieździło się w naszej świadomości. Normalka, cały czas o tym czytamy w książkach, dość często o tym słuchamy od - nazwijmy to - ‘fachowców’, a do tego bardzo, bardzo często oglądamy na srebrnym lub szklanym ekranie.
I Wyndham zabiera się za to samo, bo przecież powszechnie wiadomo, że koniec ludzkości musi nastąpić, tyle że Wyndham zadaje sobie/nam w książce zupełnie inne pytania. mianowicie, czy ludzkość jest na to przygotowana? czy po takiej katastrofie jesteśmy w jakikolwiek sposób ocalić/odnowić ludzkość?
Historia tryfidów jest banalna i wcale nie mrozi krwi w żyłach. nie ma prawa. niestety czas akurat pod tym względem nie obszedł się zbyt dobrze z tą historią. Cały czas jakby widzę gumowe tryfidy, które autor początkowo jakby na siłę robi śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka. Ale od początku…
Chuck Palahniuk – Dziennik (Diary, 2003)
Zauważam, że coraz odważniej twórcy typu Coupland (ten od makdonaldyzacji i generacji X), czy też właśnie Palahniuk, kojarzeni raczej z literaturą obyczajową sięgają i coraz odważniej zahaczają o klimaty lekko fantastyczne, wprowadzając do swej prozy elementy niecodzienności. Swego czasu Coupland zajął się opisem końca świata, tutaj natomiast Palahniuk przedstawia historię bardziej w ślady Kinga i jego MISERY.
Może jednak napiszę słów kilka o owej fantastyczności i niecodzienności.
Ameryka to dość rozległy kraj, w którym chcąc nie chcąc wiele się dzieje. Nawet przy bardzo małym promilu ludzi którzy do końca normalni nie są, tematów na tysiące książek istnieje tu aż w nadmiarze i niech się chowa Ewa Drzyzga i w porównaniu z Ameryką banalne Rozmowy w Toku. Polska jednak to nie ta liga. Zresztą czym jest normalność, widziana oczyma Amerykanina. Zapewne czymś zupełnie innym niż przeciętnego Polaka, a Palahniuk w swych wielowątkowych książkach odkrywa najmroczniejsze sekrety dziwnych, dalekich nam ludzi. Czy będzie to supermodelka (INVISIBLE MONSTERS), człowiek uzależniony od seksu (CHOKE), czy też ostatni przedstawiciel intrygującej sekty – wyznania religijnego (SURVIVOR); Pahlaniuk w każdym razie drąży w ich życiu i psychice przedstawiając ich równocześnie jako normalnych i nie w pełni rozumu. Często to po prostu otaczający ich świat jest nienormalny. Ale już o DIARY…
Autoportret reportera - Ryszard Kapuściński
Zaczęło się gorące lato. Mam tylko nadzieję, że gorący początek nie zmieni się w deszczową i chłodną dwumiesięczną zawieruchę. Wszystko jest możliwe w tym klimacie umiarkowanym. W Afryce jest prościej – tam jak ma być ciepło, to jest ciepło. A jak ma padać, to pada.
Dlaczego pisze o Afryce i cieple? Bo te dwa elementy nierozerwalnie kojarzą mi się z Ryszardem Kapuścińskim. Reporterskie książki podróżnicze, które pisał, to gorące wydarzenia w gorących krajach. Najlepiej czyta się je więc wakacyjną porą, w skwarny dzień, w gorące popołudnie, przy gorącej kawie. Wtedy otaczająca aura jest taka leniwie afrykańska, spowolniona. I można się zatopić w opowieści.
Marsz Polonia - Jerzy Pilch
Przeczytałem Marsz Polonii. Przeczytałem z niekłamaną przyjemnością kolejną książkę Pilcha, czytając za dnia, czytające wieczorem i czytając o poranku. I znów udało się Pilchowi nasycić mnie jego prozą. I znów na drui plan zeszła warstwa, tak zwana, fabularna. Czytałem Marsz Polonii po pierwsze dlatego, że bardzo, ale to bardzo podoba mi się forma, w jakiej Polch “sprzedaje” fabułę. Dlatego zawsze, ilekroć czytam coś nowego, cieszę się tym obcowaniem z wirtuozem słowa. Bo Polch nie pisze po prostu. Pilch pisze zamiast jedngo zdania - kilka zdań. Pilch pisze cały akapit. Całą stronę. Zamiast jednego, prostego zdania jest tych zdań wiele, jest kilka odejść od tematu. A wszystko razem jest spójne i cieszy czytelnika. No w każdym bądź razie mnie cieszy, gdy ktoś daje mi przed oczy tekst, jakiego bym sam w życiu nie napisał. Ani nie napisał niczego podobnego. Ani nawet nie myślał, że mógłbym coś podobnego napisac, wymyślić, dostrzec w rzeczywistości i przenieść na papier. A na dodatek Pilch pisze w miarę prostymi słowami. Przynajmniej dla mnie są w miare proste. Nei musze dociekać, co chciał napisać. Napisał, i ja to czytam i wiuem o co chodzi. A jednoczesnie się tym delektuje, bo napisał tak, jak nikt inny by tego nie napisał. Ot i to cała moja tajemnica dlaczego lubię czytać Pilcha…
Droga - Cormac McCarthy
Niesamowite! Już dawno żadna książka nie wciągnęła mnie tak bardzo jak ta. Dawno żadna nie przykuła mnie od pierwszej do ostatniej strony tak mocno. Droga to mroczna opowieść o wędrówce po wielkim, wypalonym grobowcu ameryki, kiedyś pięknym kraju, raju ludzi. Dziś to pustynia, wypalone postapokaliptyczne przestrzenie, pełne wspomnień przeszłości, wysuszonych trupów, splądrowanych budynków. I dróg, którymi przemieszczają się ci, którzy pozostali przy życiu.
Wspomnienie z dzieciństwa, wspomnienie ptaka, wspomnienie ryby, wspomnienie coca-coli. Pięknie napisana powieść drogi, choć cały czas ponura, smutna i tragiczna.
Informacje od wydawnictwa:
Ostatnie chwile naszej planety. Ostatni ludzie – krwiożercze bestie. Ostatnie ślady naszej cywilizacji – puszka coca-coli i strzępy starych gazet. Piekło apokalipsy spełnionej w uhonorowanej Nagrodą Pulitzera powieści Cormaca McCarthy’ego. Tę książkę czyta się ze ściśniętym gardłem i pełnym przerażenia zachwytem…
A co ciebie obchodzi, co myślą inni? Dalsze przypadki ciekawego człowieka - Richard P. Feynman
Książka pt. “A co ciebie obchodzi, co myślą inni? Dalsze przypadki ciekawego człowieka.” to kontynuacja powieści “Pan raczy żartować, panie Feynman!”, która została przez wiele osób uznana za książkę kultową. Niestety “A co ciebie obchodzi…” jest mniej różnorodna od swojej poprzedniczki, choć w podobnym stopniu nasycona humorem i ciekawymi anegdotami.
Książka jest podzielona na dwie części. Pierwsza to “Ciekawy człowiek” i tutaj mamy sporo fajnych przemyśleń, anegdot - tak jak w poprzedniej książce. Druga zaś część, odrobinę nudniejsza i rozwlekłą, opowiada o uczestnictwie Feynmana w badaniach prowadzonych po wypadku promu Challenger. Ta część w błyskotliwy sposób opisuje znienawidzoną przez Feynmana amerykańską biurokrację.
Jednak tak jak poprzednio całość czyta się bardzo dobrze. Przytaczane anegdoty, opowieści z życia tego fascynującego człowieka wciągają jak bagno. Żal tylko, że ta książka jest taka krótka.
Od wydawcy (Znak):
Tym razem pan Feynman - jeden z najwybitniejszych fizyków XX wieku i laureat Nagrody Nobla - jedzie do Waszyngtonu i Warszawy. W stolicy Stanów Zjednoczonych wyjaśnia przyczyny katastrofy promu kosmicznego Challenger i walczy z naciskami polityków, a w Polsce… Cóż, pisze list, w którym dzieli się swoimi obserwacjami z Warszawy.
W tej książce czytelnik znajdzie również opowieść o wizycie u belgijskiej pary królewskiej, wycieczce do Japonii, konflikcie z feministkami i niezwykłe przemówienie ”Wartość nauki”. Na szczególne wspomnienie zasłużyły też dwie ważne osoby w życiu noblisty - ojciec i Arlene, pierwsza miłość Feynmana.
Władca much - William Golding
Czy społeczeństwo oparte tylko na młodych ludziach, dzieciach, będzie wolne od zła i nienawiści? Czy wzorem ludzi dorosłych błahe z natury niesnaski przeistoczą się w otwartą, bezpardonową walkę na śmierć i życie? W powieści Władca much przeprowadza nas Golding przez świat zamieszkały przez dzieci, które w wyniku wypadku trafiają na bezludną wyspę. Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku, zaczyna się zabawa i organizacja dziecięcej społeczności. Mniejsi i więksi zaczynają bawić i pracować razem, aby zapewnić sobie jedzenie, schronienie i zapomnieć o strachu i samotności…
Książka jest ciekawa i wciągająca. Pozycja warta przeczytania.
Informacje od wydawcy (Czytelnik):
Grupa chłopców na bezludnej wyspie tworzy miniaturowe społeczeństwo, któremu z powodu narastających konfliktów wewnętrznych grozi całkowita zagłada. Wielka przypowieść o naturze zła.
Buszujący w zbożu - J. D. Salinger
Buszujący w zbożu - J. D. Salingera to (podobno) biblia wielu emo! Powieść o szesnastoletnim amerykańskim uczni, Holdenie Caulfieldzie, jest skierowana głównie do nastolatków. Lekko napisana, poruszająca problemy ludzi młodych, może się takiemu właśnie czytelnikowi podobać. Przedstawienie głównej postaci książki udało się Salingerowi wyśmienicie. Czytając jednoczymy się z Holdenem - bo odczuwa on to co my, jest wrażliwy na podobne rzeczy, ma podobne problemy, ma psychikę i emocję dorastającego człowieka, jest po części naiwny. Wierny swoim ideałom. Niezwiązany “niezdrową dorosłością” i koniecznością podejmowania tylko słusznych decyzji, które niejednokrotnie są wyborem mniejszego zła i na pewno nie są wolnością.
Dorosły, dojrzały czytelnik uzna tą powieść za mniej fascynującą. Odnajdzie w niej sporo młodzieńczej naiwności i braku tzw. życiowej mądrości. Niektóre rzeczy zaś będą niewyobrażalne, choć po retrospekcji swojego życia okazuje się… że tak się myślało, robiło, działało, przeżywało kiedy się było nastolatkiem…
Konstelacje - David Mitchell
W trakcie czytania mogę Wam napisać już parę słów o tej wyśmienitej powieści. Jest to czwarta książka Mitchella jaką czytam. Każda poprzednia wzbudzała we mnie zachwyt. I podobnie jest z tą. Czytam i się zachwycam. Jest to wędrówka w dni dzieciństwa. Nie moje dzieciństwo, bo to rzecz o 13-letnim Brytyjczyku żyjącym w Anglii w czasach wojny o Falklandy. Choć może trochę moje… Bo oto wracają wspomnienia z chwil gdy czytałem Przygody Tomka Sawyera (Mark Twain). Wracają wspomnienia z czasów gdy czytałem Kompleks Portnoya (Philiph Roth). Mitchell jest świetnym narratorem, świetnie też pisze dialogi. Dzięki czemu człowiek czyta z wielką przyjemnością. Do tego wszystkiego nieźle się uśmiałem - bo są momenty, gdy narrator opisuje taką sytuację i tak ją ujmuje, że chce się śmiać. I człowiek, czytelnik, liryczne ja tej opinii o książce, śmieje się, rechocze do rozpuku i ponownie czyta ostatnie zdanie akapitu i znów rechocze. Jestem w połowie ponad 500 stronicowej powieści i już wiem, że ta książka będzie kolejną wspaniałą i wspominaną często powieścią. I często polecaną!
Po przeczytaniu książki nie mam właściwie wiele do dodania. Fascynująca, oszałamiająca, prosta i mądra książka pełna dowcipu. Nie wiem jak on (Mitchell) to zrobił, że udało mu się tak doskonale wczuć w życie nastolatków. Ale udało mu się. I tak oto pełna nostalgii, wzruszeń kolejna książka Mitchela (jakże różna od trzech poprzednich) znajduje honorowe miejsce w mojej biblioteczce.
Kuba Rozpruwacz. Portret zabójcy - Patricia Cornwell
Kim był Kuba Rozpruwacz - człowiek, morderca, seryjny morderca, który terroryzował Londyn XIX wieku. Policja była bezsilna, a człowiek ten mordował dla zabawy, dla zabawy właśnie z Policją.
Kim był. Czym sie kierował. Co go popchnęło do takich zwyrodniałych czynów. Dlaczego nikt go nie złapał? Na te pytania stara się odpowiedzieć Patricia Cornwell, badając te dowody, które dotrwały do naszych czasów. Niestety - nie było tego wiele - głównie to poszlaki, które wskazują na jedną, konkretną osobę. Lecz pewności nie ma…
Jedno jest pewne, Kuba Rozpruwacz, czy jak sie kiedyś podpisał - Mathematicus - to morderca wyprzedzający swoja epokę. Znający zasady działania policji, zarówno posterunkowych jak i detektywów. Pojawiający sie, dokonujący zbrodni i znikający jak wiatr.
Książka ciekawa i wciągająca, polecam.

