Kwarantanna - Greg Egan
Kwarantanna to moje drugie spotkanie z Eganem. I musze powiedzieć, że powieść jest dość podobna do Miasta Permutacji. Czy to dobrze? Zależy czego oczekuje czytelnik. Jeśli pomysłów w podobnym klimacie, to jest to zaleta. Jeśli jednak jakiejś większej odmiany poza innym ujęciem podobnego tematu - to już jest gorzej. Dlaczego? Bo zbyt szybko można się nasycić. Dla przykłądu podam kryminały / thrillery Cobena. Pierwszy był fenomenalny, w każdym kolejnym schemat zwrotów akcji i zagadek w zagadkach był podobny. Każda kolejna mniej zaskakiwała. Druga “dawała radę”, trzecia nudziła, czwarta nie pozwoliła się dac przeczytać do końca. Cóż, jak w serialu. A ja nie lubię seriali. Zobaczymy jak to będzie z Eganem. O ile Miasto Permutacji zachwycało wręcz swoją odmiennością, o tyle w mojej ocenie Kwarantanna wypada już blado. Oczywiście - gdybym czytał te powieści w odwrotnej kolejności, to być może Kwarantanna byłaby tą co zachwyca a Miasto Permutacji tym, co już tak nie zachwyca. Być może źle zrobiłem nie dając sobie przerwy między jadną a drugą lektura i stąd moje uwagi i przemyślenia… W drodze jest kolejna powieść Egana, która już (być może wkrótce) pojawi się na półkach ksiegarskich. Ale może jakiś odstęp czasu sprawi, że Egan znów zaskoczy lub zachwyci. Niewątpliwie jest to autor, po którego będę sięgał. Ale z założenia - raz na jakiś czas…
Napisali o książce:
15 listopada 2034 zgasły gwiazdy. Cały Układ Słoneczny został otoczony nieprzepuszczalną barierą. Na temat jej pochodzenia i celu można snuć jedynie najprzeróżniejsze domysły. Zniknięcie gwiazd spowodowało na krótką metę szereg zamieszek, na dłuższą - rozkwit wszelkich sekt religijnych. Niektórzy odbierają ową oddzielającą nas sferę jako znak od Boga, inni jako ochronę ludzkości przed wszechświatem, co zadwdzięczamy obcym.
Mija jednak przeszło trzydzieści lat i ludzkość ani o krok nie zbliża się do rozwiązania owej zagadki. Prywatny detektyw Nick Stavrianos - o mocno zmodyfikowanym mózgu, co jest konieczne w jego zawodzie - otrzymuje zlecenie od anonimowego klienta. Ma odkryć, co się stało z niejaką Laurą Andrews - pacjentką szpitala psychiatrycznego z wrodzoną wadą mózgu, która po prostu rozpłynęła się w powietrzu.
Miasto permutacji - Greg Egan
Jeśli nie boicie się zakręconej wędrówki w świat cyfrowych kopii osobowości, które są sposobem na cyfrową hibernację lub też wieczne życie w stworzonym na własną miarę świecie, oto książka dla Was. Ciekawy pomysł rozwinięty na kartach powieści pochłania czytelnika. Ale sam żywot cyfrowych osobowości to nie wszystko. Bo co by było gdyby w cyfrowym świecie, który możemy zamodelować dowolnie stworzyć kolejną wersję własnego świata - kolejną wirtualną rzeczywistość? Przecież w tej pierwszej możemy dużo więcej niż w świecie prawdziwym. A skoro możemy więcej, to kolejny poziom może być jeszcze bardziej skomplikowany… Ale jakie moga być tego konsekwencje? Dowiecie się, jesli przeczytacie Miasto Permutacji…
I jeszcze uwaga - książkę czytałoby się bardzo dobrze, gdyby nie… skład do druku. Nie wiem jak i co takiego zepsuli cyfrowi zecerzy, ale ilośc pojawiających się w niespodziewanych miejscach kropek przytłacza i powoduje nie tyle dyskomfort co dezorientację. Bo wyobrźcie sobie. jak wyglada. tak napisany tekst. Nie musze. tłumaczyć, że czyta się go dosć. trudno…Czyż. nie?
Napisali o książce:
Dobra wiadomość jest taka: Witamy po drugiej stronie!. Masz przed sobą życie wieczne! Nieśmiertelność należy do ciebie! Cud medycyny? No, nie do końca.
Zła wiadomość jest taka, że jesteś fragmentem elektronicznego kodu. Świat, który cię otacza, to zaledwie cyfrowa wersja świata realnego. Żyjesz w wirtualnej rzeczywistości. Jesteś Kopią i masz tego pełną świadomość.
Dobra wiadomość jest taka, że możesz z tym skończyć, kiedy tylko zechcesz. Zgodnie z obowiązującym prawem każda Kopia posiada opcję zakończenia procesów wewnątrz komputera i powrotu do normalnego życia w prawdziwym świecie. Opcja jest dostępna w Menu: Narzędzia. Wybierasz i gotowe…
Zła wiadomość jest taka, że wybierasz tę opcję i nic się nie dzieje. Ktoś zadał sobie trud i zablokował ją. Wiesz dobrze, kto to zrobił. Ty sam. Prawdziwy ty. Ty z krwi i kości. I ta twoja druga wersja chce cię tu zatrzymać na zawsze.
Permutation City otrzymało Nagrodę John W. Campbella w 1995, a jest oparte na opowiadaniu Egana pt. Dust.
451° Fahrenheita - Ray Bradbury
Cóż moge dodać więcej od siebie jak to co zacytuję poniżej…
Inni napisali:
Ostatnimi czasy wydawnictwo Solaris postanowiło przypomnieć największe klasyki science-fiction, zarzucając rynek kolejnymi wznowieniami. W ten sposób do rąk polskiego czytelnika po raz wtóry trafiło 451° Fahrenheita, czyli chyba największe dokonanie mistrza fantastyki naukowej – Raymonda Bradburego. Dzieło to od początku było traktowane jako sprzeciw wobec totalitaryzmowi. Biorąc pod uwagę moment, w którym ujrzało ono światło dzienne (a była to pierwsza faza zimnej wojny), nie powinno to dziwić. Niemniej epokę nieustannego strachu przed ofensywą komunizmu mamy już za sobą. Czy więc myśli zawarte w tym utworze nie uległy już dezaktualizacji? Czy stanowi ono coś więcej, aniżeli relikt lęków intelektualisty sprzed półwiecza?
Gdzie wasze ciała porzucone - Philip Jose Farmer
Mimo, że książka powstała zanim się urodziłem, to przeczytałem ją z wielkim zainteresowaniem. I podobała mi się. Podobał mi sie myślowy eksperyment wskrzeszenia całej ludzkości, od jej początków w wjednym miejscu. Wymieszania. I obserwacji tej swoistej “farmy mrówek” - inteligentnych, które zostały wrzucone w obce środowisko. Ciekawe. Interesujące. Intrygujące. Polecam.
Inni napisali:
Historia roi się od postaci niezwykłych, z których wiele wydaje się na tyle fantastycznymi, że trudno uwierzyć, by istniały naprawdę. Taki chociażby Richard Burton (1821-1890), który podróżował i walczył na pięciu kontynentach, w przebraniu dotarł do zamkniętej dla niewiernych Mekki, poszukiwał źródeł Nilu i zdobywał szczyt Kamerunu. Poza tym znał 29 języków obcych i 11 dialektów, swoje odkrycia opisywał w książkach i przetłumaczył na angielski Opowieści 1001 nocy. Po cóż więc wymyślać nowych intrygujących bohaterów, jeśli tacy jak Burton są pod ręką? Właśnie dlatego Farmer uczynił go główną postacią powieści Gdzie wasze ciała porzucone. Bo tylko tego rodzaju bohater – wszechstronny, inteligentny, o niezwykłych umiejętnościach – mógł podołać zadaniom, które autor na niego nałożył. Już na samym początku bohater… umiera. Ale po śmierci w naszym świecie, zostaje wskrzeszony w zupełnie nowym. Powoli poznaje rządzące nim prawa, dowiaduje się, że po ożywieniu zostali tu zgromadzeni w zasadzie wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek żyli na Ziemi. Rozmieszczeni wzdłuż gigantycznej Rzeki opływającej glob, przeżywają swoje życie po życiu. Większość z nich powiela stare wzorce swoich kultur i religii, powtarzając wyuczony zestaw okrucieństw i podłości wobec bliźnich. Tylko nieliczni są przekonani, że oto otrzymali drugą szansę, aby przeżyć swoje życie dobrze i zasłużyć na prawdziwe zbawienie.
Opętani - Chuck Palahniuk
Niedotrwałęm do końca. W połowie byłęm już całkowicie znudzony, obojętny i zniechęcony. Książka jest w moim odczuciu nudna… Aż nie chce mi się więcej o niej pisać i marnować słów…
Nota wydawcy
“Opętani” to opowieść o koszmarach, ale nie o tych, które dręczą dzieci we śnie, tylko o upiorach i lękach prześladujących nas na jawie.
Głównym miejscem akcji jest “ustronie pisarzy”, czyli stary, opuszczony teatr, luźno wzorowany na Villi Diodati nad jeziorem Genewskim, gdzie Lord Byron gościł Mary Shelley i kilku innych pisarzy, którzy podczas deszczowego lata opowiadali sobie straszne historie, a opowieść Mary Shelley stała się zalążkiem słynnego “Frankensteina”. Pisarzom uwięzionym w teatrze brakuje talentu i ochoty do pracy, ale dla sławy gotowi są na wszystko. Kiedy w zamkniętym na głucho budynku zaczyna brakować jedzenia, przestają działać urządzenia i niebezpiecznie spada temperatura, bohaterowie opowiadają sobie własne horrory.
Złe małpy - Matt Ruff
Powieść, a raczej opowieść, wciągneła mnie już od samego początku. Dlaczego? Może dlatego, że czyta się tą książkę niezwykle szybko. Zwroty akcji, które pojawiają się coraz częściej sprawiają, że czytelnikowi wydaje się, iż pędzie z coraz większą prędkością. Strona pierwsza, setna, koniec. Więc bardzo dobrze się bawiłęm, a jednocześnie nie zdążyłem się znudzić kolejnymi wciąż zakrętami. Jak na symulatorze wyścigówki po pokręconym torze. 5 okrążeń cieszy. 20 już męczy… Pomijając szaleńczy pęd powieści to i pomysł mi się podobał. Fantastyczny. W znaczeniu, nie że fenomenalny ale raczej, że to takie science-fiction. Może i pełno tutaj ogranych motywów. Ale czego trzeba więcej, żeby “lekko się rozerwać”. Po takim Ślepowidzeniu Wattsa - całkiem miłą odmiana.
Robert Ostaszewski (PortalKryminalny.pl) tak napisał o Złych małpach:
Amerykanin Matt Ruff jest ponoć pisarzem kultowym. Cóż, przymiotnik „kultowy” mocno się zdewaluował, niemal każdego tygodnia słyszę/czytam, że ktoś/coś uzyskał/o właśnie status kultowości. Ruff kultowy? Wolne żarty… Jest to bez wątpienia prozaik obdarzony pokręconą wyobraźnią, sprawny, dla którego nie ma większego znaczenia, czy pisze o ludziach, smokach, robotach czy rekinach-ludojadach (kto ciekaw, może zajrzeć do wcześniej przetłumaczonych na polski powieści tego autora: Głupca na wzgórzu oraz Ścieki, gaz i prąd).
Struktura - Michał Protasiuk
Właściwie nie spodziewałem się czegoś rewelacyjnego. Tymczasem zostałem miło zaskoczony całkiem fajnym czytadłem. Niby hard SF, ale takie z dopiskiem light. Czyli - dobrze zrobiona rozrywka w klimatach fantastyki wtapiającej się własciwie w naszą codzienność. Książeczkę czyta się szybko. Czas miło mija. Fajna lektura…
Inni o książce:
Michał Protasiuk zadebiutował w 2006 roku powieścią „Punkt Omega”, wydaną przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Po trzech latach ta sama oficyna przekazuje w nasze czytelnicze ręce kolejny tekst tego autora, „opowieść korporacyjną” – „Strukturę”. Czego możemy się po niej spodziewać?
Wydarzenia opisane w „Strukturze” rozgrywają się w niedalekiej przeszłości w Warszawie. Główny bohater, Maciej Stąpor, to właściciel niewielkiej firmy konsultingowej BRAINSoft. Prężnie działające przedsiębiorstwo niespodziewanie traci wszystkich kontrahentów, a postawiony w sytuacji patowej Maciej decyduje się przyjąć propozycję pracy w dużej korporacji InCorp. Ma dołączyć do grupy programistów pracujących nad sztuczną inteligencją. Wszystko układa się dobrze, dopóki bohater nie dostaje wiadomości od Janusza Kusia, dawnego pracownika InCorpu i nie dowiaduje się o istnieniu tajemniczej Struktury.
Ślepowidzenie - Peter Watts
Musze przyznać szczerze, ze książka “miażdży mózg”. Jest niesamowita. Zapiera dech. Fakt, że jest dość trudna w odbiorze, ale to HARD science-fiction a nie jakies bzdury, gdzie wszystko tłumaczy się czarami lub sprzecznymi z czymkolwiek (nauką na poziomie podstawówki) teoriami. Przypisy, lista 144 odnosników jest niesamowita. No i po takiej lekturze znów bede mial problem z doborem lektury, która mnie wciągnie i nie będzie wydawała sie płaska i nijaka. Nie ma to jak zbyt dobrze zaczac sezon czytelniczy…
Wyszperane w sieci:
„Pierwszy kontakt”, oj tak, na ten temat powstało już z tysiąc teorii, setka filmów i seriali oraz równie dużo książek. Najczęściej to przylatują zielone ludki i atakują naszą matkę Ziemię, lub są to jajogłowe chude stworki, które przylatują w pokoju, a rząd USA poddaje ich ciała sekcji i zamyka w słoikach, tak dla potomności chyba. Oczywiście są jeszcze wersje na wesoło gdzie „Marsjanie Atakują” lub przybywają grać z MJem w „Kosmicznym Meczu”. Fascynujący jest ten pierwszy kontakt naszej podłej i zacofanej cywilizacji z cudowną cywilizacją przybyszów zza czarnej pustki nieskończonego kosmosu.
Nacja - Terry Pratchett

Nie lubię (jakoś tak) książek Terry Pratchetta. Świat Dysku mnie nie pociąga, a humor - choć jest - w jego wydaniu nie jest czymś, co lubię. Może to dlatego, że za mało przeczytałem (chyba łącznie ze dwie powieści ze Świata Dysku) - a może przeczytałem tak mało, bo mi “nie podchodzi”. No ale korzystając z okazji, że oto powieść z innego niż Dysk świata - sięgnąłem po lekturę i jakoś przebrnąłem. Nie powiem, żebym się zachwycił. Ale też muszę szczerze przyznać, że mnie Nacja nie odrzuciła. Całkiem miłe czytadełko bajkopodobne. Z perspektywy czasu (bo czytałem trochę już temu) stwierdzam, że Nacja nie wyleciała mi z pamięci, jak to zwykły były robić gorsze książki, a zostawiła w pamięci jakiś mały ślad. Dlatego oceniam powieść na plus…
Napisali o książce:
Pierwsza od powieści Johnny i bomba książka Pratchetta nie należąca do cyklu Świat Dysku przeznaczona dla młodszych czytelników.
Druga połowa XIX wieku. W świecie, który przypomina nasz, ale jest jego alternatywną wersją, wybucha epidemia, a wielka fala powoduje ogromne zniszczenia. Większość ludzi ginie, cywilizacja się chwieje. Tymczasem na małej, zagubionej pośrodku południowego oceanu wyspie o nazwie Naród, przy życiu jako jedyny pozostaje kilkunastoletni Mau. Mau nie jest już chłopcem, ale też nie stał się jeszcze mężczyzną - kataklizm przerwał obrzęd inicjacji.
Sam Savage - Firmin
Nie lubię bajek. A firmin to bajka, trochę opowieść trącąca … nie, nie myszką, raczej szczurkiem. I filozofią. Ale delikatnie. I erotyzmem. Właściwie nie wiem po co. Książeczka nie jest gruba, i czyta się ją szybko. Jednak mnie nawet ta mała objętość trochę znudziła. Może właśnie dlatego, że to bajka. Ładnie, sprawnie napisana, ale bajka… I w moich oczach nic jej nie ratuje. Choć niewątpliwie znajdzie się duża ilość czytelników, których Firmin oczaruje…
Inni napisali:
Sensacja Targów Książki Frankfurt 2008
Firmin przychodzi na świat w Bostonie, w latach 60-tych ubiegłego wieku. Jego mama, tuż przed rozwiązaniem, znajduje schronienie w piwnicy antykwariatu. Od pierwszych chwil wielką pasją Firmina staje się literatura. Życie nie szczędzi jednak sympatycznemu bohaterowi przykrości i rozczarowań. Zawodzą go bliskie osoby, popada w uzależnienie od filmów pornograficznych, doświadcza samotności…
Księga bez tytułu - Anonim (video)
Z okładki: “Ci, którzy przeczytają tę książkę, mogą nigdy więcej nie ujrzeć światła dziennego…” - ostrzega autor w szalonej powieści sensacyjno-przygodowej, łączącej thriller, horror, czarną komedię i… bardzo soczysty język. W obskurnym barze w Santa Mondega spotykają się m.in.: dwaj mnisi, kobieta wybudzona ze śpiączki, para zakochanych, morderca przebrany za Presleya i super zabijaka Bourbon Kid. Wszyscy chcą zdobyć “Oko Księżyca” - magiczny kamień, który zniszczy świat, jeśli posiądzie go Władca Ciemności. Ale kto nim jest?! Mistrzowski pastisz powieści akcji, z drugim dnem dla wszystkich miłośników pop-kultury.
Neil Gaiman – Amerykańscy Bogowie
Niestety nie dałam rady przebrnąć przez więcej niż 76 stron. Widać proza Gaimana nie jest mi pisana. To moje drugie podejście do jego książek. Pierwsze, jakiś czas temu, już nie pamiętam co to było. Ale wynik był podobny. Znudzenie i odrzucenie. Tak więc Amerykańscy Bogowie skończyli się tym razem na stronie 76. Dalej nie mam ochoty czytać. Czytanie mnie męczy. Uważam, że nie dzieje się tam nic ciekawego, a nawet jeśli można uznać to za ciekawe to podana forma jest dla mnie niestrawna. Cóż, każdy ma swoich ulubionych jak i anty-ulubionych autorów. Jednych się lubi czytać, innych omija się z daleka.
Ja będę już Neila Gaimana omijał, choćby nie wiem jakie pochlebne recenzje zbierał… W końcu to nie grzech, czegoś nie lubić, a lubić coś innego! Choć pewnie zaraz w komentarzach posypią się na mnie gromy, za to, że nie uznałem boskości kultowej książki, jaką już dawno okrzyknięto Amerykańskich Bogów…
Haruki Murakami - Ślepa wierzba i śpiąca kobieta
Ślepa wierzba i śpiąca kobieta to antologia zawierająca 24 opowiadania Haruki Murakamiego, pochodzące z jego 25-letniego okresu pisarskiego. Można zobaczyć tutaj jak na przełomie lat zmieniał się warsztat literacki autora. Można tu spotkać znanych z późniejszych powieści bohaterów. Całość może być interesująca dla osób, które nie spotkały się jeszcze z prozą Harukiego lub przedkładają krótką formę nad rozbudowane powieści. Ja sam, choć zaczynałem poznawanie Murakamiego, od opowiadań, zebranych w zbiorze Wszystkie boże dzieci tańczą, to tą antologię przyjąłem z chłodną rezerwą. Wyrywkowo czytałem opowiadania nie znajdując w nich większej przyjemności. Wszystko dlatego, że są proste, te wcześniejsze nie są intrygujące. A kiedy już człowiek przeczyta kilka powieści, takich jak Koniec Świata i Hard-Boiled Wonderland czy Norwegian Wood albo Przygodę z Owcą, Kroniki Ptaka Nakręcacza, Sputnik Sweetheart, Kafka nad Morzem to takie opowiadania wyglądają mało apetycznie. W przytoczonych powieściach bowiem Haruki wzbił się na wyżyny swoich możliwości a zbierając nagrody i pochwały dostarczał czytelnikowi niezapomnianych wrażeń połączonych z niesamowitym operowaniem nastrojem, uczuciowością i budując nieraz oniryczną bajkowość niczym z połączenia snów i baśni braci Grimm. Więc dla każdego, kto zasmakował w powieściach, pełnych splatających się wątków, te proste opowiadania, protoplaści powieści, nie będą interesujące.
Wiersze - Liryki.com
nastroje
zmieniała częściej niż sukienki
pełna gama
z przewagą szarości i czerni
Liryki.com to przesycony melancholią, samotnością, smutkiem i zadumą ale też miłością blog z wierszami.
Kiedyś skrywane i pisane do szuflady, teraz kazdy może je przeczytać, wyrazić swoja opinię w komentarzach lub wpisac sie do księgi gości.
Zaglądając do spisu treści można zobaczyć, jak obszerna jest kolekcja utworów zamieszczonych na tej stronie.
Blog Liryki.com bierze udział w konkursie na Blog Roku 2008
Odd Thomas - Dean Koontz
Powieść Odd Thomas, to średniej wielkości książeczka autorstwa Deana Koontza. Sięgnąłem po nią, bo dawno, dawno temu czytałem ostatnią książkę Koontza. Jak sobie przypominam to było wtedy, gdy Koontz zaczął się pojawiać na naszym rynku. Więc stare czasy. Pamiętam, że wtedy książki Koontza były dla mnie “dziwne”. Nie zachwycały jakoś szczególnie, ale też nie odrzucały. Było w nicvh coś takiego, że czytało się jednak dalej, by poznać zakończenie. Zastanawiałęm się jak będzie teraz…
Odd Thomas to opowieśc o zwykłym młodym facecie żyjącym w zwykłym małym miasteczku. Nie. Stop. Jego życie nei jest takie zwykłe. Odd Thomas pochodzi z rozbitej rodziny. MAtka wariatka, żyje sama, czerpiąc środki do życia z alimentów. Dla sąsiadów jest cudną kobietą i sympatyczną sąsiadką. Trochę dziwną, alenie specjalnie, by się nad tym zastanawaić. Natomiast jej podejście do życia wyklucza jakiekolwiek problemy. Z założenia nie dotykają jej. Choć istnieją. Jak się nie trudno domyślić jej syn, Odd, był i jest jednym z takich problemów. A skoro tak, odsunęła go od siebie. Ojciec Odda zaś jest nałogowym pożeraczem młodych kobiet. On także niespecjalnie przepada za swoim dzieckiem. Co za tym idzie Odd jest na świecie sam, nie licząc swojej dziewczyny i kilku przyjaciół, którzy znają jego sekret. A sekretem tym jest, że Odd Thomas widuje duchy zmarłych. Widuje i komunikuje się z nimi, choć jest to raczej komunikacja w trybie odczytu przekazu z zaświatów. Po za zmarłymi Odd widuje także inne niewidoczne dla zwykłych ludzi “zjawiska”.
Obóz koncentracji - Thomas M. Disch
Niedawno wydano w Polsce książkę, napisaną w 1968 roku, pt. Obóz koncentracji. Książkę nad wyraz niesamowitą w formie jak i w treści.
Jestem zachwycony lekturą powieści, na której mimo upływu czasu nie widać zęba czasu. To najwyraźniej zaleta wielkich umysłów, aby pisać uniwersalnie, nie wkraczając w zbytnie opisy techniczne świata. A jednocześnie dotykać sedna, zawierać istotną treść. I tak obóz koncentracji jest powieścią wielowymiarową, niejednoznaczną. Autor zwraca się w niej już samego założenia do inteligentnego czytelnika, zarzucając go cytatami z dzieł popularnych jak i kultury wysokiej. Można czasem mieć wrażenie, że powieść jest przeintelektualizowana, gdy ilość odniesień do poezji czy dzieł filozoficznych zagęszcza się na stronach i podawana jest jednym tchem. Są strony, które musiałem przeczytać więcej niż raz, bo nagle poczułem się zagubiony w tym gąszczu myśli ezoterycznych. A Disch na następnej stronie znów zarzucał mnie kolejną dawką przemyśleń lub nawiązań. Bez dwóch zdań – autor jest wyśmienitym erudytą. Nic dziwnego, że został uznany za jednego z najważniejszych przedstawicieli Nowej Fali w światowej fantastyce lat 60-70tych XX wieku.
Stephen King – Ręka Mistrza (Duma Key)
Umarł król, niech żyje król! Oto powrócił w glorii chwały mistrz horroru i uderzył z siłą tornada. King i jego Duma Key – w polskim tłumaczeniu: Ręka Mistrza. Ponad 600 stronicowa powieść grozy sprawia, że czytelnik nie może się oderwać od opowieści. Nie sposób przestać. Nie sposób zrobić przerwy. Ręka mistrza wciąga jak bagno, przyciąga jak magnes…
Oczywiście trzeba lubić Kinga, tego starego. Dobrego. Inaczej nieśpiesznie rozwijająca się opowieść może trochę znużyć. Mnie to ominęło. Przez ponad 2/3 książki napięcie bardzo spokojnie, acz ciągle narasta. King oprowadza nas po stworzonym świecie, opowiada losy człowieka, który umarł i teraz narodził się ponownie. Zmarł inżynier, narodził się artysta. Poturbowany przez życie człowiek, na przekór losowi, odzyskuje siły, zdrowie a do tego zaczyna z niesamowitą pasją tworzyć najpierw szkice, następnie obrazy. Niczym rasowy artysta, spadkobierca Dali, w szale tworzenia utrwala niesamowite obrazy. Obrazy, w których fikcja zaczyna mieszać się z rzeczywistością. A może ich autor popada w szaleństwo?
Epifania wikarego Trzaski - Szczepan Twardoch
Epifania wikarego Trzaski to niesamowita książka. Jej niesamowitość bierze się z wielkiego nagromadzenia szczegółów, wyśmienitego klimatu i ciekawej fabuły w małej objętości. Jednocześnie nie jest to powieść akcji, a tylko powolnie snująca się pewna historia. Historia niesamowita, ocierająca się o horror – bo na pewno wielu z czytelników uzna ją za przerażająca.
W istocie – historia jest przerażająca, ale w sposób mistyczny. Wręcz niespotykany w polskiej literaturze, zalewanej obecnie wszelaką formą fantasy lub fantastyki byle jakiej. I właśnie – ciężko dziś jednoznacznie powiedzieć, czy rozmowy z Bogiem lub Szatanem to fantastyka czy realizm nieateistyczny? Takie pytanie stawia nad tą powieścią Jacek Dukaj. Czytelnikowi pozostaje wewnętrzna odpowiedź.
Nowa Fantastyka 8/2008
Wakacje, a więc drugi wakacyjny, sierpniowy numer trafił „do czytania”. Nietypowo zacząłem tym razem od felietonów. I od razu e nie zgodziłem się w myśli z tym, co w „Poczuciu winy” napisał Marcin Przybyłek. Nie zgodziłem się po części, ale zdecydowanie. Wrócę jednak do tematu w części poświęconej mojej obserwacji na temat fantasy i fantasy w Polsce… Albo po co czekać, niech przemyślenia przemyślane uderza na początku.
Fantasy. Nie cierpię. Nie cierpię dlatego, że przynosi jedną rzecz – pustkę. Pustkę emocjonalną, pustkę warsztatowa, pustkę przygodową. Nie, nie od zawsze. Ostatnimi czasy się tak porobiło, że pisanie fantasy „stało się modne” i przemieniło w krótkim czasie w „masową produkcję”. Powielanie uproszczonych stereotypów i już mamy mega-hip-powieść-wszechczasów. Wystarczy wziąć dwie gołe dupy albo dwa nagie miecze. Lub jedno takie i jedno takie. Dorzucić maga albo smoka. Trolla albo ogra. Napisać słowo o krasnalu lub elfie i już mamy powieść. Nieważne, że wtórną, nieciekawą i uproszczoną. Jest cała rzesza „targetów” do których trafia prostackie pisanie. O gołych mieczach czy nagich dupach – zawsze. Podtekst erotyczny, proste rzemieślnicze zdania oraz banalna fabuła, i jaka by zła książka nie była to ludziki zaczytują się, aż im oczy puchną. A do tego takie fantasy nie wymaga od czytelnika znajomości czegokolwiek. Czytelnik nie musi wiedzieć co to atom, elektron, fala uderzeniowa, że głos w kosmosie się nie rozchodzi, że prędkość światła… że dylatacja… że grawitacja… A skoro czytelnik nie musi wiedzieć, to i autor nie musi się starać. Jakakolwiek sprawa zostanie załatwiona przez wyjęcie z zaczarowanego cylindra siwobrodego czarodzieja, albo smoka, albo innego króla elfów co magiczne zna zaklęcie. I już się tłuszcza cieszy, raduje, zaczytuje najlepszą powieścią po Tolkienie. Albo innym „dziełem” co łatwo wchodzi.
Moja Afryka - Kinga Choszcz
OSTATNIA PODRÓŻ PRZEZ
BEZKRESNĄ KRAINĘ ŻYCIA I ŚMIERCI
Bardzo trudno było mi się zabrać do opisania tej książki. W grę wchodziły zbyt duże emocje. Musiałem przeczekać, wyciszyć, uspokoić. „Moja Afryka” na pewno zachwyci, zaskoczy i poruszy czytelnika. Być może nawet do łez…
Sięgając po książkę „Moja Afryka” Kingi Choszcz oczekiwałem wiele i równie wiele dostałem. Bo to bajeczna wręcz podróż autostopem po współczesnej Afryce. Afryce gorącej, rozpalonej zimowym słońcem. Afryce tętniącej życiem, nawet tam, gdzie człowiek by się go nie spodziewał. Afryce oferującej nieprzebraną ilość zapachów, smaków, kolorów. I przygód. Czytając odkrywałem ponownie ten ciemny ląd, niczym Staś podróżujący u boku Nell. Bo czytać „Moją afrykę” to jak iść przez pustynne drogi mając za przewodnika niezwykłą osobę – Kingę. Osobę, która opowiada, dziwi się, zachwyca, pokazuje i zwraca uwagę na drobne detale, niewidoczne z klimatyzowanej terenówki czy zasłonięte dla oczu turysty mieszkającego w hoteliku gdzieś na wybrzeżu przy wielkim mieście. Oto Afryka pokazana tak, jak podróż przez małe wioski i miasteczka Polski. Bez wielkomiejskiego szumu, bez blichtru sławy, błysku reporterskich fleszy. Ciekawie, z humorem.


